Śródziemnomorskie mewy

Zimowe wyjazdy stały się w ostatnich latach bardzo popularne. Nie znam wspinającej się osoby, która choć raz nie była w ciepłych krajach albo przynajmniej intensywnie nie myśli o takim rodzaju spędzenia zimowego urlopu. Potrzeba dużo samozaparcia, żeby przez cały okres nie wspinaczkowej polskiej pogody tylko trenować na ściance i nie popaść w delikatną wspinaczkową depresję.

Na szczęście w dobie tanich linii lotniczych polscy wspinacze dużo podróżują. Są także na czele jeśli chodzi o liczebność wspinaczkowej populacji w ‚westowych’ skałach. Takie wyjazdy to same przyjemności. Słońce, ciepło, śródziemnomorskie klimaty, a przede wszystkim ‘morze’ hiszpańskiego wapienia. Właśnie o takim połączeniu chciałem wspomnieć. Słońce, skała, woda i śródziemnomorskie mewy…

Parę dni temu przeżyłem jeden z najlepszych dni ‘restowych’ w moim życiu. Każdemu kto planuję odwiedzenie Białego Wybrzeża szczerzę polecam. Można to potraktować jako atrakcję dnia odpoczynkowego albo po prostu wybrać się tu na prawdziwą wspinaczkową przygodę.

Miejsce nazywa się Peñón de Ifach i znajduję się w mieście Calpe na hiszpańskim wybrzeżu w okolicach Alicante.  Nie będę opisywał moich przeżyć ale chętnie wspomnę o paru ciekawostkach związanych ze wspinaczką i logistyką.

Przyjemność tą warto zacząć w alpejskim stylu. Skałka jest dość popularna dlatego dobrze być tu jako jeden z pierwszych zespołów. Na szczęście w zimie słońce nie wstaje za wcześnie i zdążymy spokojnie zjeść śniadanie, a nawet napić się kawy w jednym z licznych barów w mieście. Parking na którym zostawia się auto jest też dobrym miejscem na spędzenie nocy jeżeli ktoś będzie miał taką potrzebę.

Gdy słońce wreszcie wstanie znad lądu ujrzymy wielką masę skały. Wzniesienie jest otoczone wodą z trzech stron świata. Tworząc wyrastający prosto z morza na wysokość 330 metrów półwysep. Już można sobie wyobrazić jakie widoki oferuję nam takie połączenie. Wspinaczkę zaczynamy prawie z poziomu zero. Skała to mocno skorodowany i zróżnicowany wapień. Widać, że miejscami bardzo sypki i niebezpieczny. Drogi w większości przebiegają bardziej litym terenem. Ciekawe jest to, że w miarę z pokonywanymi wyciągami ciągle napotyka się na coś nowego. Są rysy, oblaki, skała bardziej wytarta i mniej, krawądki i kaloryfery. Razem z całą tą wspinaczką idzie to co dzieje się za naszymi plecami. A tam po horyzont woda. W zależności od pogody albo spokojna albo wzburzona falami. W oddali widać małe wysepki, a trochę bliżej kolejny półwysep pokryty małymi białymi domkami. Dopiero jak zdobędziemy szczyt dobrze widać całe okoliczne miasto Calpe, wraz z plażą i pobliskimi górami. Urbanizacja trochę psuję klimat, ale ciężko na świecie znaleźć takie miejsca i jeszcze w dodatku bez ludzi w około.

Peñón de Ifach to w dużej mierze wspinanie na własnej asekuracji. Mało kto lata do Hiszpanii z całym sprzętem. Jednak nie ma się czym przejmować. Dla tych którzy chcą zdobyć wzniesienie jedynie z kompletem ekspresów i pojedyńczą liną też jest kilka propozycji. Są też drogi częściowo obite i takie które w całości zostały przeznaczone do wspinaczki klasycznej. Największym plusem jest możliwość łatwego zejścia ze szczytu bardzo przyjemną ścieżką. Zajmuję to około godziny.

Ludzie wspinają się tu cały rok. Jako, że jest to półwysep można dostosować się do panujących warunków. Późną jesienią, zimą i wczesną wiosną polecam wspinaczkę na południowej ścianie, która i tak prezentuje się znacznie lepiej niż północna. Na ścianie, jako, że jest w bliskim sąsiedztwie morza czasem mocno wieje, co nawet w pełnym słońcu potrafi mocno wyziębić. Trzeba być więc przygotowanym na wiatr.

Na Peñón de Ifach każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi rozpoczynają się od trudności IV+ (np. bardzo popularna droga Valencianos), kończąc na 7a (El Navegante). Są też drogi hakowe o wycenach A5. Trzeba uważać na przebieg wybranej przez nas drogi, aby się nie zgubić w skalę i nie skręcić na inna pobliską trasę. Skała ciągle nie posiada dobrego topo. Warto przeczytać opisy dostępne w Internecie lub porozmawiać z kimś kto parę razy już tam się wspinał.

Ludzie przestrzegają również przed mewami. Jest ich tam naprawdę dużo. Podobno czasem, czując, że zakłócamy ich spokój i naruszamy ich terytorium atakują. Ja dobrze dogadywałem się z napotkanymi osobnikami tego gatunku i nic złego mi się nie przytrafiło. Obserwując jednak okolicę, a szczególnie ścieżkę powrotną uważałem bardzo żeby jedna z przelatujących mew nie narobiła mi na głowę. Według mnie dodają one wiele uroku do wspinaczki i nadmorskiego klimatu, a szczególnie do uroku ścieżki powrotnej. Skała od strony ścieżki jest mniej stroma. Jest tam wiele roślinności i czujemy się trochę jak w tropikach.
Schodząc ze szczytu po naszej wspinaczce zostawiłem z tyłu moich towarzyszy. Stanąłem więc w pewnym momencie aby na nich zaczekać. Przysłuchiwałem się odgłosom natury i podziwiałem piękną okolicę. W rumorze skrzeków niezliczonej ilości mew, których po tej stronie jest jeszcze więcej, wydawało mi się, że słyszę nawoływanie o pomoc. Na szczęście była to tylko moja wyobraźnia i niebawem znajomi cali i zdrowi wyszli z za zakrętu.

Peñón de Ifach jest to bardzo znaną skałą wśród hiszpańskich wspinaczy. Trudno żeby nie był. Ciekawą imprezą, która odbywa się tu cyklicznie jest Liga de Rallyes. Wspinaczkowe drużyny z całego kraju spotykają się aby dobrze się bawić i rywalizować w dwunasto godzinnych zawodach. Wygrywa ten który zrobi więcej dróg, trudniejszych i bardziej klasycznych. Wszystko pod okiem sędziów i licznej ekipy wspierającej z latającym w kółko helikopterem na czele.

Zachęcam wszystkich do odwiedzenia tego miejsca!

Jeżeli szukacie kogoś , kto mógłby Was tam zabrać skontaktujcie się ze mną osobiście.

Żeby ułatwić jeszcze bardziej logistykę podsyłam parę linków.
Strona z dużą ilością przydatnych informacji:
http://www.en.enlavertical.com/escuelas/view/10
Duże ‘topo’ ściany:
http://escalnyada.wordpress.com/clasic/calpe/#
http://www.clubalpigandia.com/wp-content/uploads/2009/09/panora1.jpg