Sajuzowo

Fot. Marcin Śruba Ciepielewski

Na Mr.Hyde było bardzo ciekawie. Po pierwszej wstawce nie byłem w stanie zrobić trzech miejsc na drodze. Podobnie było przez kilka następnych prób. Aż pewnego dnia idąc powiesić linę pod zdjęcia zrobiłem pierwszy boulder i poczułem, że nareszcie w miarę trzymam chwytów w drugim i trzecim trudnym miejscu.

Następnego dnia, po kolejnej wstawce, już wiedziałem, że droga jest w moim zasięgu. Jakiś młody i silny Amerykanin zrobił Mr. Hyda przede mną  i to, mimo obolałej skóry i braku świeżości, zmotywowało mnie do naprawdę dobrej ostatniej wstawki dnia. Która zaowocowała sukcesem. Przez klimat miejsca, jego sławę, przez piękno samej linii i przechwytów, wysoką cyferkę, a przede wszystkim przez uczucia towarzyszące samemu prowadzeniu, uważam tą wspinaczkę, za najlepsze skalne doznanie w życiu. Każdemu kto jest zmotywowany do wspinania na granicy swoich możliwości życzę tego rodzaju przejść. Czasem robi się trudne drogi z wypracowanym zapasem. Jednak nic nie cieszy tak jak zrobienie drogi na totalnych ‘limesach’. Z długiej listy czynników, które muszą się zgrać przy wspinaczce RP udało mi się uruchomić tego wieczora chyba większość. Jedyną, rzeczą, która trochę mnie rozkojarzyła był mój własny krzyk, wydany podczas wykonywania jednego z trudniejszych przechwytów pod koniec drogi. Wszystkim wydawało się, że krzyczę bo spadłem – bo zazwyczaj wtedy właśnie krzyczę.

Fot. Marcin Śruba Ciepielewski

Ceuse każdego wspinacza może wiele nauczyć. Zaczynając od samego podejścia, które dla niektórych jest zbyt długie. Dziwne, bo wspinaczka to sport wymagający dobrej kondycji fizycznej. Dla mnie po trzech tygodniach podejście stało się przyjemną rutyną, a wieczorne powroty spacerem schładzającym organizm przed spoczynkiem. Warte jest to poświęcenie otaczającej nas scenerii i temperaturom pozwalającym trzymać chwytów, i tak czasem za wysokich.
Wspinaczkowo, mur uczy pokory. Palce trzeba mieć silne i na pewno nie rzucać się od razu na swoje wymarzone projekty. Nie jednego mocarza widziałem siłującego się od razu z ósemkami. Tutaj trzeba powoli. Jeżeli brakuje ci w palcach najszybciej formę złapiesz na średnio trudnych drogach, które i tak są bardzo wymagające. Mur zweryfikuje również Twoje możliwości OnSight-owe! Drogi na Berlinie zacierają różnice między silnymi i słabymi, bo obydwoje muszą się sporo napocić aby wpiąć się do łańcucha.

Ja tak po kolei zrobiłem ósemkową formę w Ceuse:

– 8a Petit Tom
– 8a L’ami cacuanet
– 8a La couleur du vent
– 8c+ Mr. Hyde
– 8a Keket Direct
– 8a+ Dolce Vita
– 8b+ Slow Food
– 7c+ Rododendron
– 8c Dures Limites
– 8a Mometie de Singe

Próbując w międzyczasie i wzmacniając się na:

Welcome to Tighuana 8c Fot. Szymon “Dziuka” Dziukiewicz
Welcome to Tighuana 8c Fot. Szymon “Dziuka” Dziukiewicz

– 8c Cronique – Najbrzydsze 8c w Ceuse, na 7 metrach trzy wykute i betonowe chwyty!
– 8b Le chirurgien du crepuscule     – uff… mam po co wracać. Dures Limit łatwiejsze!
– 8c Bach..bach… – może jak by nie wymyślili obejścia trudności przeżył bym to niebezpieczne haczenie pięty.
– 8c+ Biografia – Kiedyś wrócę i zrobię. Na razie poza zasięgiem, bo nie na każdej dziurce da się zapiąć. Nie polecam wstawiać się jak jest za ciepło.
– 9a Three degrees of separation – Bańka nie wydawała się tak długa z dołu. Nie mówiąc już o tym, że chwyt z którego trzeba zadać jest bardzo niewygodny, a stopni brak!
– 8c Le part du diable – bardzo przyjemne 8a+, które przeradza się w boulder za 8a+, z jednym chwytem zbyt małym, żebym wyobraził sobie jego przytrzymanie.