Zespół nagłej zmiany strefy czasowej – Jet lag

razem
Tuż przed wylotem – Balice

Udało się! Zdążyliśmy na samolot i jesteśmy w Ameryce. Pierwsze dni nie są łatwe. Zawsze czegoś brakuje, trzeba dużo spraw ogarnąć, a głowa nie bardzo jest skora do wysiłku intelektualnego.

samolotLot całkiem przyjemny. Dziesięć godzin zleciało na zabawie z komputerkami zamontowanymi w zagłówkach foteli. Kilka filmów, gazetka zakupiona w ostatniej chwili na lotnisku, krótka drzemka i o godzinie 18:30 jesteśmy na płycie lotniska w Oakland – to nasza 3:30 w środku nocy. Na szczęście dzięki uprzejmości naszego kolegi z Kalifornii nie musieliśmy się zbytnio wysilać. Rayan odebrał nas z lotniska i zawiózł na pierwszy nocleg do siebie, mieszka w Mariposa, miasteczku oddalonym od naszego pierwszego wspinaczkowego celu o 40 minut drogi.

Kalifornia wita nas o poranku przyjemnym słońcem i bardzo wakacyjną temperaturą. Pierwszy dzień zlatuje na przygotowaniach. Rayan pożycza nam swój samochód. Jest to malutki van Toyota, który jest jego samochodem do celów podróżniczych i oczkiem w głowie. Auto mimo swojego wieku jest bardzo zadbane i jesteśmy przekonani, że będzie nam dobrze służyło przez najbliższe kilka miesięcy. Pakujemy wszystkie nasze rzeczy do środka i ruszamy!

Sprzęt i autko
Sprzęt i autko

Przed wyjazdem do Doliny trzeba porządnie się zaopatrzyć. Na szczęście nasze autko jest już wyposażone w większość potrzebnych sprzętów – kuchnia, łóżko, pościel, woda, kanister z benzyną oraz kilka Camalotów – pustynny set. Zaoszczędza nam to sporo organizacyjnych manewrów. Brakuje nam jedynie jedzenia i sztućców.

Second Hand Decydujemy się również na zakup amerykańskiej karty SIM. Można więc do Nas dzwonić i jesteśmy uzbrojeni w 1.5 GB mobilnego internetu za jedyne 40 $ miesięcznie. Ciekawe czy uda się wykorzystać te atuty, bo aktualnie w dolinie zasięgu komórkowego mamy jak na lekarstwo. Po kilka kuchennych gadżetów zatrzymujemy się w sklepie z używanymi przedmiotami – Trifty Shop. Takich miejsc jest w mieście dość sporo, można dostać dosłownie wszystko w bardzo rozsądnych cenach.

Kawa, śniadanie, kawa, pakowanie i zakupy zajmują nam trochę czasu. Po południu udaje się dotrzeć do doliny. Piękne widoki i klimat psuje trochę pożar lasu. Prawie nie da się oddychać, a w około kłęby dymu. Robimy małą rundkę zapoznawczą i decydujemy się na szybkie pierwsze wspinanie. Jest już dość późno i na szczęście zaczyna padać, a po 30 minutach jest już ciemno. Wątpię czy udałoby się dokończyć jakąkolwiek wspinaczkę. Deszcz będzie nam towarzyszył przez kilka następnych dni.
dolina plonie plomien fire

Jest sobota, nasz trzeci dzień w okolicy i ciągle pada. Prognozy na jutro nie są zachęcające. Dzielnie czekamy na poniedziałkowe przetarcie nieba i wykorzystujemy wolne chwilę na organizacje i planowanie. Wczoraj udało się zrobić kilka jedno wyciągowych dróg w sektorze Chapel Wall. Trzeba szybko przestawić się na wspinanie na własnej asekuracji. Psychicznie i fizycznie ‚pogięła’ nas rysa w zacięciu wyceniona na 5.10d (6b), a obite spitami 5.12a (7a+) było łatwiejsze. Mamy już zaplanowane kilka dróg wprowadzających w klimaty rys i asekuracji. Czekamy jednie na poniedziałkowe słońce. Nie ma co pisać o wspinaniu. Będąc w Dolinie trzeba korzystać z wielkich ścian. Po krótkie rysy na własnej nie trzeba jeździć aż tak daleko.

mapaJako, że mamy samochód w którym możemy spać musimy na noc ulatniać się z granic parku narodowego. Podobno Rengersi są od niedawna wyposażeni w kamery termowizyjne i dokładnie kontrolują nielegalne nocowanie w Dolinie. Korzystając z mapy sporządzonej przez naszego kolegę jeździmy w bezpieczne miejsca noclegowe. Baliśmy się niedźwiedzi. Ponoć potrafią się wspinać na drogi o wycenie 5.8 i z łatwością włamują się do samochodów. Za dnia jednak nie zbliżają się do ludzi, można więc spokojnie parkować auto wypchane jedzeniem. Idąc na kilkudniową wyprawę trzeba używać specjalnych pojemników (Bear BOX) – darmowe można znaleźć w kilku miejscach. Granica zasięgu wędrówek niedźwiadków nie sięga na szczęście w miejsce naszego biwaku, śpimy spokojnie.

kolejkaSławny CAMP 4 jest mocno zapełniony. Aby dostać miejsce na namiot trzeba już przed szóstą rano ustawiać się w kolejce aby o 8:30 zarejestrować się na maksymalnie miesiąc. W okienku recepcji codziennie ogłaszają ile będzie wolnych miejsc, dostępnych następnego dnia rano. Znając tę liczbę, można w przybliżeniu określić godzinę pobudki. Kolejka jest bardzo cywilizowana i już przed otwarciem dostaje się numerki. Inne płatne opcje noclegu są raczej poza zasięgiem budżetu przeciętnego wspinacza. My doszliśmy do wniosku, że kemping nie oferuje nam zbyt wiele. Toalety są ogólnie dostępne we wioskach, na prysznic i tak trzeba chodzić na bardziej cywilizowane kempingi, internet i ciepła świetlica jest we wiosce Curry ogólnie dostępna, razem z darmową kawą i wspinaczkowym towarzystwem.

Nasze wakacje powoli się rozkręcają. Nasze mózgi zaczynają pracować na normalnych obrotach. Może dobrze, że mamy kilka deszczowych dni do zagospodarowania. Trzeba się wiele nauczyć aby spokojnie przeżyć cztery miesiące w Ameryce. Nasz mentor Rayan właśnie wpadł na świetny pomysł poręczowania jakiegoś wyciągu, koniecznie dziś. Została godzina naturalnego światła. Jedziemy na Coockie Wall!!

el cap
Kasia, Piotrek i Kapitan

One thought on “Zespół nagłej zmiany strefy czasowej – Jet lag

  1. Czytelnik_Kibic

    Dobrze i ciekawie się zapowiada. Czekamy na opisy kolejnych etapów podróży. Powodzenia!

Comments are closed.